💬 Masz coś do dodania? Lokalne tematy najlepiej znają lokalni mieszkańcy.
Piłkarze Lewartu bardzo wstydzą się swojego „baraku” przed innymi drużynami. Nam udało się wejść do środka i sprawdzić, jak wygląda wnętrze ich szatni. Pieniędzy na generalny remont nie ma, a mniejsze naprawy drużyna i zarząd muszą wykonywać samodzielnie i za własne pieniądze.
- Szatnia klubu Lewart jest najgorszą szatnią w czwartej lidze. Wszystkie kluby dysponują dużo większymi, wygodniejszymi i nowszymi budynkami. U nas to nawet nie jest budynek, tylko trzy baraki połączone w jeden – powiedział Janusz Mitura, prezes zarządu klubu sportowego Lewart.
O tym, że Lewart ma problemy finansowe pisaliśmy już wielokrotnie. Pieniądze pozyskiwane przez klub (np. podczas dzierżawy boiska) przeznaczane są na najpilniejsze potrzeby, tj. pensje dla trenerów i piłkarzy i najważniejsze naprawy. Najgorsza sytuacja jest w zimie, gdy mróz wkrada się przez nieszczelne ściany i okna, a wewnątrz znajduje się lód.
- To co naprawiliśmy w jednym sezonie na płycie boiska, będzie szybko zniszczone. No, ale na generalny remont nie ma funduszy. Pieniądze od sponsorów i od miasta przeznaczane są „czysto” na sport, ale na wszystko inne co trzeba ruszyć, już ich brakuje – dodaje Mitura.
Dodatkowo, aby można było przeprowadzić jakiekolwiek remonty na obiekcie, musi być wyrażona zgoda przez konserwatora zabytków. Jak przyznał prezes Mitura, nawet zwisająca gałąź nad trybunami nie może być odcięta samowolnie, tylko sprawa powinna zostać zgłoszona do konserwatora.
Obecnie w zarządzie klubu znajduje się kilka wolnych miejsc. Jak przyznaje sam prezes, jeśli ktoś ma pomysł na dalszy rozwój klubu, może zgłosić swoją kandydaturę do zarządu.
Nasz system wykrył, że Twoja przeglądarka najprawdopodobniej zablokowała wyświetlenie treści tego artykułu. Prosimy o wyłączenie w swojej przeglądarce dodatków takich jak AdBlock, uBlock itp dla tej strony. Dziękujemy.