Jeśli chcesz, żeby takie treści powstawały, pomóż im dotrzeć dalej – skomentuj, udostępnij, podeślij znajomym.
Była zaprojektowana jako największy i najnowocześniejszy tego typu zakład w Polsce - a najprawdopodobniej i na świecie. W szczytowym okresie zatrudniała nawet 1200 osób, miała własny klub żeglarski, przedszkole, a nawet kort tenisowy. Dziś przy Miejskiej Bibliotece Publicznej w Lubartowie otwarto plenerową wystawę poświęconą Lubartowskim Zakładom Garbarskim. Część pamiątek można już oglądać w gablotach na parterze biblioteki.
Otwarcie wystawy to finał cyklu przywracania pamięci o lubartowskim przemyśle. Wcześniej powstały ekspozycje poświęcone Hucie i Unitrze - garbarnia zamyka, jak mówił Grzegorz Winnicki podczas otwarcia, „trzeci filar". Pomysł narodził się na spotkaniach w bibliotece, a autor wystawy, Kacper Rusek, podkreślał, że jego dewizą jest "ocalić od zapomnienia". Przyznawał też, że nie do każdego udało się dotrzeć i nie każdy chciał współpracować, co rozumie - ale apel o pamiątki pozostaje aktualny.
Padł też pomysł, by w mieście stanęła tablica lub kamień z trwałym napisem przypominającym, że to właśnie tu działała największa garbarnia w kraju. Dopytywano też o los pamiątkowego napisu "GARBARNIA", który być może znajdzie kiedyś swoje nowe miejsce przypominając o historii tego miejsca mieszkańcom miasta.
Największa w kraju - i jeden z największych pracodawców
Garbarnię w Lubartowie wybudowano w latach 1972–1975, we wschodniej, rolniczej części Polski - ze względu na łatwiejszy dostęp do surowca (skór świńskich i bydlęcych) oraz założenia gospodarki socjalistycznej, której celem było wyrównywanie różnic w standardzie życia i uprzemysłowienie regionów rolniczych. Lubartowska garbarnia miała być największym i najnowocześniejszym tego typu obiektem w Polsce - a najprawdopodobniej i na świecie (z zastrzeżeniem braku danych z Chin). Była tzw. garbarnią buforową, czyli mogącą przerabiać skóry świńskie, bydlęce i ich mieszankę. Surowiec skupowano w kraju, ale też sprowadzano z Brazylii, Argentyny czy Ukrainy.
Skala robi wrażenie do dziś: zakład przetwarzał dziennie nawet 40 ton surowych skór, czyli około 30 tysięcy sztuk. Sam proces produkcji trwał około miesiąca i obejmował wiele etapów - od moczenia i czyszczenia po garbowanie i wykończenie. Realne możliwości ograniczała przy tym wydajność przyzakładowej oczyszczalni ścieków.
Garbarnia była wyposażona w nowoczesny, często importowany park maszynowy i współpracowała z instytucjami naukowymi (m.in. Instytutem Przemysłu Skórzanego w Łodzi) oraz międzynarodowymi koncernami chemicznymi, takimi jak BASF czy Bayer. Wprowadzano nowe technologie, w tym bardziej ekologiczne metody obróbki skór. Produkcja, od skór obuwiowych po galanteryjne, trafiała także na rynki zagraniczne.
Wyroby z Lubartowa docierały niemal do całej Polski. Od 1980 roku garbarnia wyodrębniła się z Lubelskich Zakładów im. Buczka i funkcjonowała jako samodzielne przedsiębiorstwo - jeden z największych pracodawców i symboli przemysłowego rozwoju miasta. W szczytowym momencie, na początku lat 80., zatrudniała nawet 1200 osób.
Zapach, który „zostawał na ubraniach"
Garbarnia miała charakterystyczny, intensywny zapach - mieszankę wilgoci, skóry i chemikaliów. Był on wyczuwalny nie tylko w halach produkcyjnych, ale często także w okolicy zakładu. Wielu pracowników wspomina, że woń ta "zostawała" na ubraniach i towarzyszyła im jeszcze długo po powrocie do domu.
Praca z substancjami szkodliwymi, m.in. związkami chromu, bywała obciążająca dla skóry i dróg oddechowych, dlatego przy zakładzie działała przychodnia ze specjalistami, laboratorium i gabinety zabiegowe. Garbarnia zapewniała też zaplecze socjalne: stołówkę, dojazdy do pracy, a nawet mieszkania dla młodych pracowników i własne przedszkole na osiedlu "Garbarskim". W zakładzie zatrudnienie znajdowali laboranci, chemicy, technolodzy, kierowcy, mechanicy, pracownicy biurowi, chłoporobotnicy, medycy, energetycy i wielu innych.
To z myślą o pracownikach w 1978 roku podjęto decyzję o budowie drewnianej kładki nad Wieprzem - by ułatwić im dotarcie do pracy.
Żagle, brydż i kort tenisowy
Życie wokół garbarni nie kończyło się na pracy. Przy zakładzie powstał klub żeglarski "Lugar". Garbarze grali też w brydża (z sukcesami na ogólnopolskich zawodach). Zakład organizował również zabawy tematyczne: choinkowe, święto garbarza, spotkania ze św. Mikołajem i imprezy na koniec roku. Przy garbarni wybudowano nawet kort tenisowy.
Wystawa to dopiero początek
Plenerowa ekspozycja, którą oglądać możecie przy budynku Miejskiej Biblioteki Publicznej to dopiero pierwsza część projektu. Drugą ma być broszura bądź książka - jej objętość zależeć będzie od ilości zebranych wspomnień. To właśnie ona ma stać się trwałą pamiątką i dowodem, że lubartowska garbarnia istniała. W planach są też spotkania z młodzieżą w lubartowskich szkołach gdyż wielu młodych mieszkańców nie wie dziś, co znaczą słowa "garbować", "garbarnia" czy "garbniki" - a przecież mieszkają w mieście, które było w tym najlepsze w kraju.
Nasz system wykrył, że Twoja przeglądarka najprawdopodobniej zablokowała wyświetlenie treści tego artykułu. Prosimy o wyłączenie w swojej przeglądarce dodatków takich jak AdBlock, uBlock itp dla tej strony. Dziękujemy.