💬 Masz coś do dodania? Lokalne tematy najlepiej znają lokalni mieszkańcy.
Pomysł na serial zrodził się, gdy Joanna Adamek rozpoczęła pracę w muzeum w Kozłówce. Zauważyła, że choć miejsce to przyciąga wielu turystów, w mediach społecznościowych jego obecność była znikoma. Chcąc to zmienić, zaczęła kręcić krótkie filmiki o eksponatach. Gdy te zaczęły zdobywać popularność, wpadła wraz z siostrą na pomysł, by dodać do nich trochę humoru - tak narodziła się Stefcia.
Aneta, mająca zacięcie aktorskie i talent do improwizacji, szybko nadała postaci niepowtarzalny charakter. - Teksty były z początku dość suche, o zasadach dla służących. Aneta wniosła w to życie i niefrasobliwy urok Stefci - przyznała Joanna.
Zobacz również: 13:50 - 10 listopada 2024
Pierwsze nagrania szybko okazały się strzałem w dziesiątkę, a filmy stawały się viralami zdobywając coraz to szerszą publikę i miliony wyświetleń.
Czas na książkę
Akcja serialu początkowo była umiejscowiona na przełomie XIX i XX wieku, ale z czasem twórczynie doprecyzowały tło do dwudziestolecia międzywojennego. Inspiracji Joanna szukała w dawnych poradnikach, m.in. Michaliny Ulanickiej ("Poradnik służby domowej"), gdzie można znaleźć perełki w stylu "czyszczenie dywanów herbatą".
Książka "Stefcia" to literackie uzupełnienie serialu - opowieść, która kończy się mniej więcej tam, gdzie serial zaczyna. Pozwala lepiej poznać motywacje bohaterów i realia, w których jedna plotka mogła zrujnować życie młodej dziewczyny.
Casting i anegdoty z planu
Rola Stefci nie wymagała castingu - jak żartowała Joanna, "Aneta była za darmo i genialna". Ale obsadzanie pozostałych ról dostarczyło sporo zabawnych historii opowiadanych podczas spotkania w lubartowskiego bibliotece.
Joanna przyznała, że najtrudniejsza część reżyserii to... panowie na planie. - Mam tradycyjne podejście i czasem trudno mi narzucać mężczyznom swoją wolę - mówiła półżartem. Za to Aneta przejęła rolę "szefa od trudnych spraw" i rozwiązuje konflikty na czacie grupowym, podczas gdy Joanna tylko "lajkuje" jej wiadomości.
Za kamerą stoi Łukasz Wągrodny, samouk z wyjątkowym wyczuciem kadru. To właśnie dzięki niemu serial zyskał kinowy wygląd w porównaniu do pierwszych filmów, które kręcone były smartfonem.
Odpowiadając na pytania, twórczyni zdradziła, że nie planuje serialu z wyprzedzeniem. Ma w głowie około dziesięciu odcinków i woli reagować na to, co przynosi gra aktorów. Co ciekawe, nie słucha widzów, a raczej robi odwrotnie. - Jak wszyscy proszą o ślub Stefci, to wiem, że go na pewno nie będzie - śmiała się Joanna. Widzowie zresztą bardziej kochają dramat niż szczęście, co widać w liczbie wyświetleń i komentarzy pod poszczególnymi odcinkami.
Co dalej?
Joanna zdradziła, że spodziewać możemy się kolejnej książki o losach Stefci. Aneta Ćmiel podzieliła się natomiast swoim marzeniem o zagraniu w pełnometrażowym filmie o Powstaniu Warszawskim, wcielając się w rolę powstańca.
Na zakończenie spotkania prowadzący spotkanie Grzegorz Winnicki żartobliwie wypomniał Joannie, że w książce nie pojawia się ani targ, ani biblioteka w Lubartowie (zamiast tego Stefcia trafia na targ do Lublina). Autorka obiecała poprawę: "W kolejnej części Lubartów na pewno się pojawi!"
Spotkanie zakończyło się podpisywaniem książek przez Joannę Adamek i Anetę Ćmiel. Uczestnicy mieli okazję porozmawiać z siostrami, zrobić pamiątkowe zdjęcia i wymienić się wrażeniami z lektury oraz serialu.
Nasz system wykrył, że Twoja przeglądarka najprawdopodobniej zablokowała wyświetlenie treści tego artykułu. Prosimy o wyłączenie w swojej przeglądarce dodatków takich jak AdBlock, uBlock itp dla tej strony. Dziękujemy.