W piątkowy wieczór, 5 czerwca, kilka minut po godzinie 18:30 nad jeziorem Firlej zaroiło się od służb ratowniczych. Zgłoszenie było jednoznaczne i alarmujące - ktoś mógł wypaść z rowerka wodnego, który dryfował po jeziorze. Na szczęście intensywne przeszukiwanie akwenu nie potwierdziło najgorszego scenariusza.
Po wpłynięciu na jezioro i sprawdzeniu okolicy ratownicy ustalili, że dryfujący po wodzie rowerek wcale nie zgubił pasażera. Sprzęt zerwał się z liny cumowniczej podczas wcześniejszej burzy i samotnie odpłynął od brzegu. Nikomu nic się nie stało - nie było żadnych osób poszkodowanych.
fot. czytelniczka Anita
Do akcji zadysponowano spore siły. Na miejsce przyjechały dwa zastępy Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Lubartowie wraz z łodzią oraz dwa zastępy KSRG OSP Firlej, również z łodzią. Wsparcie zapewnili także strażacy z KSRG OSP Serock. W gotowości czekali ratownicy medyczni z zespołu ratownictwa medycznego, w akcję zaangażowano Lotnicze Pogotowie Ratunkowe, a nad bezpieczeństwem czuwała policja.
Choć alarm okazał się fałszywy, w żadnym razie nie był to alarm zbędny. Widok pustego, dryfującego po jeziorze rowerka wodnego mógł sugerować, że ktoś rzeczywiście wpadł do wody i potrzebuje pomocy. W takiej sytuacji nie ma miejsca na wahanie - lepiej wezwać służby i sprawdzić, niż czekać i ryzykować ludzkie życie. To właśnie takie zgłoszenia, podyktowane troską i czujnością, ratują życie wtedy, gdy zagrożenie jest prawdziwe.
Strażacy zabezpieczyli zerwany sprzęt i zakończyli działania.